Forum
Wróć do listy kategorii | Zaloguj się | Zarejestruj się | Przypomnij hasło | Wróć do listy tematów
Forum ›› Kategoria: ›› gospodarka ›› Temat: system podatkowy
| system podatkowy |
| witam poniżej przedstawiam swoją koncepcję na system podatkowy jest to raczej innowacyjne podejście do sprawy, ale spotkałem się z pozytywnymi opiniami osób, które coś na ten temat wiedzą być może zamysł ten jest nic nie wart, ale nikt jeszcze nie przedstawił mi argumentów, które by mnie do tego przekonały czekam na takie, żebym mógł ze spokojem przestać o tym myśleć lub też czekam na wprowadzenie tego w życie, jeśli daje takie możliwości jakie ja w tym widzę proszę wziąć pod uwagę fakt, że jestem człowiekiem względnie młodym i tak naprawdę niewiele mogę wiedzieć o świecie, ale nie mogę sobie pozwolić na brak przekazywania innym czegoś, czego wprowadzenie może się okazać genialnym posunięciem pomysł przedstawia sposób w jaki ja chciałbym się rozliczać z fiskusem czekam na Państwa opinie marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:07:02 |
| Problem wprowadzenia Sprawdzenie funkcjonowania koncepcji nie jest trudne i kosztowne. Wybieramy jakoś gminę i wszystkich tam zamieszkałych tudzież zasiedziałych (od siedziby) pod system podciągamy. Jedno ale podatnicy z danej gminy oprócz tego, że podlegają pod nowy system, wciąż rozliczają się jak dotychczas, a test funkcjonowania nowej koncepcji opiera się na liczbach, załóżmy, tysiąckrotnie mniejszych (czyli, jeśli podatek realnie miałby wynosić załóżmy 30 %, to w wersji testowej wynosi 0,03 %, czyli 0,0003 podstawy). marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:07:15 |
| Cele Potencjalne korzyści, które można osiągnąć poprzez wprowadzenie tego systemu to między innymi (każdy z niżej wymienionych podpunktów można rozwinąć, co niekiedy konieczne będzie do ukazania wszystkich czynników, na które miałaby wpłynąć owa koncepcja, ów system podatkowy): 1. Poczucie wspólnego działania podatników w rozwoju kraju, jeśli dana osoba tego zechce (istotne byłoby obligatoryjne pytanie pracodawcy do pracownika czy chce aby [pracodawca] rozliczał się w jego [pracownika] imieniu, a brak odpowiedzi poczytywany byłby za odpowiedź negatywną; gdyby zdecydował się powierzyć rozliczenie pracodawcy, obowiązywać miałby procent minimalny, z możliwością jednak, polecenia modyfikacji) 2. Forma demokracji bezpośredniej (choć ułomnej, bo dotyczącej tylko płacących podatki), czyli realne, bezpośrednie wpływanie na politykę państwa, możliwość zweryfikowania opinii społeczeństwa w sprawie czy na dany cel chcemy wydawać pieniądze 3. Duża elastyczność budżetu 4. Duża klarowność wydatków państwa, ich pełna jawność dla wszystkich obywateli 5. Duża klarowność systemu podatkowego 6. Duża prostota systemu podatkowego (mniej pracy administracji podatkowej, mniejsze koszty funkcjonowania państwa; jasne zasady, spokój psychiczny obywateli, pełna informacja o finansach publicznych w ich głowach, system przyjazny przedsiębiorcom) 7. Możliwość pełnej regulacji własnych przychodów przez samorządy 8. Łatwość w tworzeniu inicjatyw, również lokalnych 9. Duża mobilność (wedle aktualnego uznania rządzących) pozyskiwanych środków pomiędzy źródłami finansowania państwa i samorządów (VAT, akcyza, podatek od dochodu) 10. Możliwość stopniowania dostępu do bezpłatnych świadczeń od państwa w niektórych kwestiach, np. koszyk świadczeń w służbie zdrowia (zasada podobna do tej z firm komercyjnych, czyli np. w firmie ubezpieczeniowej, im wyższą składkę płacimy, tym więcej możemy, w razie czego, dostać) 11. Większość z powyższych czynników wpłynąć ma pozytywnie na wysokość wpływów do budżetu marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:08:24 |
| Pomysł Potrzeba matką wynalazków. Jest to koncepcja, zgodnie z którą ja sam osobiście, bardzo chciałbym się rozliczać. Sens pomysłu, jeden z kilku głównych, polega na prostocie, którą to postaram się wyjaśnić na przykładzie gospodarstwa domowego. Zaznaczyć jednak muszę, że jest to tylko ogólna idea, a nie jakieś szczegółowe opracowanie, wiec brak tu niestety wielu, zapewne istotnych, elementów. Zawinienie to spowodowane jest w szczególności moim brakiem odpowiedniej wiedzy i kompetencji. Pracodawca łożąc na pracownika pewną kwotę, miałby nie przeznaczać tylko ok. 60% na wynagrodzenie, a pozostałych 40% na koszty związane z zatrudnieniem, lecz całe 100% przekazywać pracownikowi, który to sam miałby regulować należności względem państwa, czyli względem naszego budżetu, czyli zarazem względem Nas samych (wg mnie błędem jest oddzielać termin państwo od Nas. Odrębną sprawą jest postawa rozporządzających naszymi finansami). Rozliczenie miałoby odbywać się w systemie miesięcznym do, załóżmy, końca miesiąca, w którym otrzymało się wypłatę oraz do, załóżmy, 15-go dnia miesiąca, następującego po miesiącu otrzymania wypłaty, jeśli wypłata nastąpiła w drugiej połowie miesiąca. Jak miałoby wyglądać takie rozliczenie? Otóż, na formularzu do wypełnienia znalazłyby się: 1. podstawowe dane podatnika 2. suma dochodów pracownika 3. procent minimalny, jaki z wynagrodzenia należy się budżetowi państwa, który miałby być zmieniający się, w zależności od aktualnych potrzeb. A dlaczego minimalny? Ponieważ w zależności od woli podatnika możliwe byłoby podzielenie się swoimi przychodami w stopniu większym, aniżeli konieczny, czy to ze względu na złe samopoczucie w związku z marnym stanem dróg itp., czy też ze względu na poparcie dla organizowanych inicjatyw, o których to jeszcze wspomnę, a które są obok pozbycia się dziury budżetowej, jednym z ważniejszych celów wprowadzenia tegoż systemu podatkowego 4. wyszczególnione podpunkty rozbijające procent minimalny na mniejsze procenty składowe, przydzielone do odpowiednich działów w wydatkach państwa (w celu unaocznienia jaka część naszych podatków wędruje na poszczególne cele oraz umożliwienia dodatkowych wpłat na cele, które naszym zdaniem winny takie wpłaty otrzymać), czyli Np. służba zdrowia, wydatki na administrację, składka ubezpieczeniowa z kilkustopniowym koszykiem świadczeń (Np. 3 opcje procentowe do wyboru, każda odpowiadająca koszykowi z pewną liczbą określonych świadczeń), itp., obok to których podpunktów znajdowałyby się rubryki do wypełnienia w razie chęci oddania innej (wyższej) kwoty wyrażonej w procentach i możliwości wpisania szczegółowego działu, na który chciałoby się przeznaczyć dodatkową kwotę, Np. na budowę autostrad. Szczegółowe działy opisane miałyby być na stronie internetowej, dotyczącej tegoż formularza podatkowego kwota do zapłacenia, będąca odpowiednią częścią procentową (procent minimalny) kwoty wynagrodzenia pracownika oraz miejsce na ewentualną kwotę wyższą do zapłacenia w związku ze zwiększeniem procentu minimalnego, podług woli podatnika. marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:08:54 |
| Korzyści Jakie korzyści widzę w tym systemie podatkowym? Kotwica budżetowa. Dzięki temu systemowi, zakładając, że gruba większość obywateli pod ten system podlega, można ją systematycznie zmniejszać, Np. ustalając miesięczny deficyt w wysokości 2,5 mld zł, co dawałoby obecne 30 mld deficytu rocznie i zmniejszając stopniowo tę kwotę, w końcu odwracając całkowicie proces zadłużania się państwa. Podatki pośrednie. Zlikwidowanie błędu w postaci niektórych podatków pośrednich, które istnieć nie powinny, poprzez przerzucenie kwoty z nich zbieranej na tenże system podatkowy, który miałby dotyczyć nie tylko najzwyklejszych jednostek, ale i przedsiębiorstw i ich dochodów. Chociaż przerzucenie tej kwoty możliwe byłoby już dzisiaj, to na pewno nie przy sztywnych stawkach podatkowych. Chodzi tu przede wszystkim o akcyzę na paliwo, którego niższa cena znacznie wpływa na lepszą kondycję gospodarki, ale tutaj na razie niestety niewiele można powiedzieć ze względu na wymogi unijne, ale i o podatki od żywności, które, rozłożone równomiernie, w procentach od zarobków, odciążyłyby najbiedniejszą część społeczeństwa, a także o podatki od artykułów dziecięcych, które także należałoby równomiernie rozłożyć na całe społeczeństwo, bo takich podatków być nie powinno (choć i tutaj UE wprowadza bezsens w postaci Np. obowiązku utrzymywania VAT-u na pieluchy na poziomie 22%, czyli de facto nakazuje płacić za pieluchy więcej, aniżeli płacić się powinno, co ustalać powinien rynek). Na pewno przy dłuższym namyśle znalazłoby się więcej podatków pośrednich, które jednak warto by było wliczyć do podatku w innej formie (Np. tegoż systemu podatkowego). Wyższy podatek, lecz niższe ceny. Trzeba się tylko zastanowić czegóż to ceny powinny być niższe. Prostota systemu. Zlikwidowanie komplikacji z niepotrzebnymi PIT-ami, zmniejszenie formalności do niezbędnego minimum, co nawet przy niezmienionych wydatkach związanych z zatrudnianiem pracowników, dałoby wielkie korzyści czasowe i zarazem finansowe, ze względu na mniej pracy buchalterii. Częściowy wpływ obywateli na sposób wydawania ich pieniędzy przez rządzących. Możliwość sfinansowania organizowanych, zrodzonych w parlamencie inicjatyw. Czyli Np. akcja ucywilizowania sal porodowych, akcja budowania niewielkich, lokalnych kompleksów sportowych, przy częstotliwości zależnej od ilości mieszkańców, akcja unormalnienia toalet w szkołach, akcja zbudowania konkretnego odcinka autostrady, akcja budowy elektrowni wiatrowej, akcja zakupu pomp insulinowych dla wszystkich potrzebujących tego cukrzyków, a także wielu, wielu innych, których to można by było w rzeczywistości polskiej wymieniać i wymieniać. Poparcie dla pomysłów rządzących, czyli de facto zgoda na ich finansowanie z Naszej kieszeni. Możliwość sprawdzenia poparcia dla takiego pomysłu jak becikowe. Warunkiem, który miałby dotyczyć także wymienionych wyżej przykładowych inicjatyw, po wyliczeniu ile coś miałoby kosztować i rozłożeniu tego na miesięczne raty (bądź to na stałe wliczające się do procentu minimalnego, jak w przypadku becikowego, bądź też tylko na okres kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu miesięcy, jak w przypadku innych wymienionych akcji), umieszczenie odpowiedniej, dobrowolnej do wypełnienia rubryki z określonym procentem w formularzu podatkowym i Np. po 3 miesiącach pod rząd w przeciągu 6 miesięcy, przy poparciu powyżej 50% podatników (a nie kwoty która wpływałaby gdyby poparcie wynosiło 100%) przyjęcie owego pomysłu, inicjatywy i włączenie kwoty dodatkowej do procentu minimalnego, czyli obowiązkowego dla wszystkich. Wydatkowanie nadzwyczajne. Możliwość szybkiego zebrania pieniędzy w razie wydatków nadzwyczajnych, nie powodując tym samym uszczerbku na rezerwach, które winny istnieć. Przykładem może być tutaj tragedia katowicka (zawalenie się hali) i kwestia odszkodowań dla poszkodowanych i ich najbliższych. Stosunek łączący instytucje władcze z obywatelami. Zbliżenie władzy do obywateli (wspólne decyzje, Np. dotyczące wspomnianych już inicjatyw) oraz możliwość jej oceny poprzez Np. ustalenie pensji rządzących na poziomie średniej krajowej oraz uzupełnianie tej kwoty poprzez możliwość przydziału dodatkowej części procentowej z własnych dochodów, na którą Naszym zdaniem rządzący zasłużyli. Większa solidarność obywateli i obywateli z rządzącymi. marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:09:14 |
| Ułomności Minusami mogą być tu złe decyzje odnośnie wysokości i wydatkowania wpływów, ale z tym mamy, mieliśmy i będziemy mieli do czynienia zawsze. Możliwe jest także zwiększenie realnych obciążeń podatkowych, co raczej na pewno stanie się dla części podatników. Pozostaje jeszcze kwestia mentalności, ale to nie jest problemem, ponieważ przy możliwych korzyściach z wyżej przedstawionego systemu, nie bo nie, nie jest żadnym argumentem. marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:09:24 |
| na pewno wiele kwestii wymaga wyjaśnienia, rozwinięcia, co bardzo chętnie uczynię, jeśli ujrzę tychże potrzebę, postaci oczywiście Państwa wypowiedzi, wątpliwości, sugestii, zapytań na ten temat z wyrazami szacunku marek garncarek, Środa, 7 maj 2008, godz. 21:11:20 |
| Szanowny Panie Marku, System podatkowy to polityka, a nie marzenia o prawie zapisanym na 6-ciu kartkach zrozumiałych dla maturzysty. Armia pracowników skarbowych i doradców podatkowych powie stanowcze i wielkie NIE wszelkim zmianom. Pozdrawiam Piotr Krym, Czwartek, 8 maj 2008, godz. 23:50:25 |
| inspirujące uwagi Panie Piotrze za co bardzo dziękuję a teraz jakie są moje nań odczucia: na czym w takim razie opiera się polityka? czy nie jest to przypadkiem poparcie? czy demokracja nie daje możliwości forsowania woli większości (mówię tu o możliwościach, nie o realiach - np. frekwencji w wyborach) przekazuję ten pomysł nie dlatego, żeby ktoś mi powiedział zejdź z obłoków, tylko żeby ktoś powiedział mi albo dlaczego mam zejść z obłoków, albo: to ciekawa myśl, zróbmy coś z tym być może jest to nierealny zamysł, ale chciałbym dostać przekonującą informację: dlaczego prawo na sześciu kartkach jest oczywiście sprawą nierealną, ale czy społeczeństwo nie tego by w większości chciało? a jeśli tak, to czy nie trzeba w tę stronę zmierzać? poklask dla komisji "przyjazne państwo" jest niemały, nie wiadomo jakie będą efekty, może żadne, ale dlaczego nie działać w tę stronę? kiedy byłoby lepiej: gdybyśmy powiedzieli sobie - niewarto, to i tak jedna wielka klika i nic się nie zmieni, nie robiąc nic jednocześnie czy też, gdybyśmy powiedzieli sobie - jest źle, ale postarajmy się, żeby było lepiej przedstawiłem tę koncepcję, ponieważ chciałbym usłyszeć w końcu merytoryczne argumenty, które powiedziałyby mi: możesz już o tym nie myśleć i spać spokojnie, to jest złe i już - miałbym spokój i do kiedy tak się nie stanie, a być może nie stanie się w ogóle, bo przecież takich argumentów może nie być, do wtedy będę wierzył we wszystkie możliwości, które w pomyśle przedstawiłem a jeśli one są realne? przecież niosą ze sobą taki wachlarz pozytywów jakakolwiek armia czegokolwiek by nie powiedziała, to występując przeciwko naszemu narodowi - nie ma szans (pokazała nam to już historia) bardzo bym prosił o czystą merytorykę, jeśli jest to możliwe czuję się nie przekonany i bardzo liczę na kolejne wypowiedzi z wyrazami szacunku marek garncarek, Piątek, 9 maj 2008, godz. 13:20:12 |
| Kilka uwag: 1. Rozliczanie miesięcznie spowodowałoby wielkie zamieszanie, natura dużej części ludzi jest taka, że odkładają oni wszystki na ostatnią chwilę. W obecnej sytuacji przy rozliczaniu rocznym, wymaga to pewnych nakładów pracy, rozliczanie miesięczne wymagałoby poświęcenie z jednej strony więcej czasu na rozliczanie się, z drugiej strony wymagałoby to zwiększenie nakładów pracy urzędników. Praca w administracji jest niezbędna, ale nie przyczynia się do zwiększenia produkcji, zwiększenie nakładów pracy w administracji nie przyczyniłoby się do polepszenia obecnego stanu gospodarki, wręcz należy dążyć do ograniczenia administracji, zwiększenia produktywności urzędników i przekierowania nadwyżki pracy w inne miejsca, gdzie ta przyczyni się do zwiększenia produktu. 2.Natura ludza jest taka, że niewielu obywateli zdobyłoby się na samodzielne zwiększenia obciążenia podatkowego. Zdecydowana większość ludzi płaciłoby minimalny podatek. Ludzie wolą sami dysponować kapitałem, a nie oddawać go w dyspozycję rządzącym, którzy często niewłaściwie rozporządzają powierzonymi im pieniędzmi. Jeśli chodzi o decydowanie na co skierowane zostaną nasze pieniądze - jest sporo wydatków, które są potrzebne, a mało kto chce na nie łożyć. Przykładem może być podatek rentowy (niewłaściwie nazywany składką) - gdybym miał do wyboru gdzie skierować swój podatek, z pewnością nie chciałbym utrzymywać rencistów. Z drugiej strony osoba która uległa wypadkowi lub znalazła się w innej trudnej sytuacji i rzeczywiście nie jest w stanie pracować, powinna uzyskac pomoc. Dopóki my lub ktoś z naszej rodziny nie znajdziemy się w sytuacji kiedy potrzebujemy renty, jest dla nas "nie na rękę" utrzymywać rencistów. Inna sprawa jest taka, że w Polsce był pewien okres, kiedy za łapówkę każdy kto chciał mógł uzyskać rentę. Polska ma nadzwyczaj wysoką liczbę rencistów, a nie jesteśmy przecieś najbardziej schorowanym narodem... 3. Rozbicie rocznego deficytu na 12 równych części jest złym pomysłem ponieważ wydatki z budżetu nie są równo rozdzielone na 12 miesięcy. Lepszym rozwiązaniem byłoby takie zmniejszenie wydatków, żeby nie było deficytu tylko nadwyżka w budżecie. 4. Podatki pośrednie są wbrew pozorom bezpieczniejsze niż bezpośrednie. Przerzucenie podatków pośrenich do bezpośrednich spowodowałoby to zwiększenie tego podatku, a to spowodowałoby zmniejszenie chęci do pracy. Im więcej zarobionych pieniędzy musimy oddać państwu, tym mniejszą mamy chęć do zarabiania, ponieważ w świadomości wiemy że i tak dużą część pensji będziemy musieli oddać państwu. Jednym z bardziej niebezpiecznych podatków jest podatek od zysków kapitałowych, który zmniejsza skłonność do oszczędzania i przekazywania oszczędności przedsiębiorstwom, które mogę się dzięki nim rozwijać. Niebezpieczne sa również podatki ukryte pod innymi nazwami, np. składka zdrowotna. 5. Obywatele obecnie mają wpływ na kształt budzetu, ale nie potrafią z niego korzystać. Politycy wiedzą, że rozdawnictwo publicznych pieniędzy zwiększy poparcie dla partii, dlatego zamiast oszczędzać - wydają nasze pieniądze. Gdyby społeczeństwo wywierało presję na polityków, aby nie rozdawać naszych wspólnych pieniędzy pewnym grupom społecznym - politycy nie robiliby tego. Oni robią tak ponieważ znają korzyści z takiego działania. Ich celem jest utrzymanie się przy władzy i nie ma tu nic dziwnego, ale gdyby politycy wiedzieli, że ludzie wiedzą że jeśli poszczególne grupy społeczne utrzymają przywilej wcześniejszej emerytury to każdy z nas za to zapłaci i to nie podoba się społeczeństwu to z pewnością nie dopuścili by do utrzymania wczesniejszych emerytur dla tych grup. Czysta matematyka - co da im większy zysk (chodzi o elektorat). W przypadku pytań chętnie pomogę. Szymon Pinderak, Piątek, 9 maj 2008, godz. 15:51:35 |
| Oto moje wątpliwości do tego systemu 1. Gdyby podatnicy sami decydowali ile wydadzą na podatki jestem pewien, że kasa budżetu naszego kraju świeciłaby pustkami. Wystarczy spojrzeć na ściągalność abonamentu RTV (na szczęście właśnie znoszonego). Co ciekawe nie płacą go najczęściej osoby majętne a płacą te biedniejsze ... ciekawe prawda ? 2. Gdyby pojawił się szczytny cel i faktycznie przekazane byłyby znaczne kowty na tą konkretną sprawę wówczas mielibysmy sytuację, że w jednym miejscu mamy nadwyżkę a w drugim niedobór. Ja np ani złotówki nie dałbym na nasze wojsko - jestem pacyfistą i byłoby to wbrew moim zasadom. A przecież armia jakaś musi być ? 3.A co z osobami, które nie orientują się w problemach związnych z budżetem Państwa ? Czy każdy musiałby kończyć specjalną szkołę aby rozumieć sposób rozliczania podatków ? Chyba, że założyć, że podatki rozliczałby pracodawca ... tylko wówczas to byłby w sumie to samo co teraz u niektórych. 4. Od mieszania herbata nie jest słodsza - w budżecie od zmniejszenia podatków od razu wpływów nie przybędzie (choć wiem, że może być inaczej ale tutaj przeczytałem o zmniejszeniu podatku z 30% do 0,03% ? czy jakoś tak) 5. Poza tym zwiększylibyśmy obciążenie dochodów a zmniejszylibyśmy sobie opodatkowanie konsumpcji czyli jak sądzę zmniejszyłaby się skłonność do oszczędzania a to przecież niedobrze dla inwestycji i poprzez to dla rozwoju gospodarczego. Grzegorz Torliński, Sobota, 10 maj 2008, godz. 21:12:22 |
| do Pana Grzegorza 1. o procencie minimalnym w wersji podstawowej (bo podatnicy mogliby zadecydować o włączeniu czegoś do procenta minimalnego) decydowałyby władze - wpływy miałyby wynosić z początku tyle ile wynoszą obecnie - z uwzględnieniem tendencji ich wzrastania; to nie pierwsza tego typu uwaga do mnie, więc przepraszam bardzo wszystkich za zbyt małą precyzję w formułowaniu myśli 2. czyt. pkt. 1 3. rozumiem, że problem ten odnosi się do tego samego 4. 0,03 % to wysokość podatku w systemie sprawdzającym techniczne funkcjonowanie koncepcji, który miałby funkcjonować równolegle do obecnie funkcjonującego 5. pieniędzy w portfelach miałoby być podobnie dużo u większości z podatników, bo przeżucając obciążenie z dóbr (niektórych) konsumpcyjnych zmniejszamy ich cenę (czyli kwestia sprowadza się do zmiany obciążeń w różnych grupach społecznych) dziękuję i proszę o kontynuację :) marek garncarek, Poniedzialek, 12 maj 2008, godz. 17:31:11 |
| do Pana Szymona Jako względnie ciekawski człowiek bardzo chętnie skorzystam z pomocy i zadam kilka pytań J Pierwsze będzie chyba jednym z ważniejszych w tej partii przeze mnie zadanych: Co Pan myśli o tym pomyśle ogólnie, ponad oceną natury ludzkiej (na którą przecież można wpływać), oceną czynników mobilizacji ludzi do pracy (które można w różny sposób uskuteczniać), tzn. czy Pan prywatnie chciałby się w taki sposób rozliczać, przy uwzględnieniu pewnej możliwości przedstawionej poniżej (przeniesienie ciężaru zajmowania się tym na pracodawcę), tzn. czy chciałby Pan mieć możliwość współdecydowania w większym stopniu niż to teraz jest o sprawach różnych? A co do uwag: 1. w założeniu miałoby to być nie więcej niż kilka minut, nie wiem jak się to odbywa obecnie (moje wyobrażenie jest takie, że pracodawca odprowadza co miesiąc odpowiednią kwotę tytułem podatków, opłat, czyli informacja o tym ile pracownik zarabia w administracji publicznej funkcjonuje), ale miałoby to się w założeniu odbywać tak, że pracodawca wysyła comiesięczną informację o tym, ile zarobił pracownik do administracji i do pracownika i na tej podstawie pracownik stawałby się zobowiązany do zapłacenia odpowiedniej kwoty tytułem podatku, do danego dnia miesiąca, czyli stawałby się dłużnikiem Skarbu Państwa a kilka minut, ponieważ miałby przed sobą na ekranie gotowy wzór i musiałby tylko wklepać, że to on, a nie kto inny i ile zarobił, a kwota do zapłacenia wyskakiwałaby mu sama, przy zmianie procenta powyżej minimalnego również. Wysyłałby tylko wypełniony wzór do administracji publicznej (mailem czy wypełniając wzór na stronie www) oraz wpłacałby odpowiednią kwotę na odpowiednie konto Skarbu Państwa; zwiększenie nakładów pracy urzędników teraz odprowadzane co miesiąc przez pracodawcą kwoty są również obsługiwane, byłaby to obsługa tego, co jest już obsługiwane, nie sądzę ażeby konieczne byłoby zatrudnianie więcej urzędników, a wręcz przeciwnie, biorą pod uwagę wszystkie uproszczenia, a ze zdaniem o pracy w administracji w zupełności się zgadzam zwiększyć produktywność i ograniczyć 2. w założeniu (zakładając brak zmniejszenia wydatków sztywnych i innych) podatek minimalny miałby pokrywać to, co pokrywają obecne (czyli też z każdym rokiem coraz więcej); kwestią podstawową jest widoczność efektów i widoczność realnego w tym udziału podatnika, każdego poszczególnego, że mój 1 % zarobionych pieniędzy dał (przez 12 miesięcy płacenia go) załóżmy 100 km autostrady pomiędzy miastem tym a tym (pomijając kwestie formalne, tzn. wykup działek, plany zagospodarowania, etc. co jest dziś większym problemem, ale nie o tym w opisywanym zamyśle); a teraz kwestia dodatkowych wpłat: załóżmy sobie sytuację, że pracownik dostaje od pracodawcy 4000 zł, czyli musi oddać te ponad 2000 zł Skarbowi Państwa, załóżmy, że rządzący wychodzą z inicjatywą zakupu pomp insulinowych dla wszystkich potrzebujących, co będzie kosztowało tyle a tyle, i że planujemy to rozbić na 12 miesięcy, i że to będzie kosztowało podatnika 0,1 % dodatkowo miesięcznie; policzmy 4000 zł x 0,1 % = 4 zł (kogoś kto zarabiałby 2000 zł kosztowałoby to 2 zł), tyle wydajemy na piwo codziennie, jeśli ktoś lubi, a tu chodzi o wydatek miesięczny, oczywistą sprawą jest, że nazbyt dużo takich dodatków być nie może; policzmy całość przyjmując średnią wynagrodzeń na poziomie 3000 zł brutto i zakładając całe koszty pracy za pracownika (za wszelkie odchylenia liczbowe od prawidłowych bardzo przepraszam, ale teraz chodzi o przedstawienie konstrukcji, sposobu myślenia, choć mam nadzieję, że za bardzo nie odbiegam, bo ma to jednak znaczenie) na poziomie 5000 zł i przyjmując liczbę osób pracujących, dla uproszczenia, na poziomie 10 mln mamy z tego 0,1 %: 5000 x 0,1 % x 10 mln = 50 mln zł miesięcznie, czyli 600 mln zł rocznie (nie sądzę aby zakup pomp insulinowych dla wszystkich potrzebujących w Polsce kosztował aż tyle, czyli procenty te w różnych przypadkach kształtowałyby się na różnym poziomie nawet wielodziesięcio krotnie niższym niż przykładowe 0,1 %); oczywiście takich osób (potrzebujących) stale przybywa, ale po takiej jednorazowej akcji (przez te 12 miesięcy) potem ten miesięczny koszt zakupu pomp dla kolejnych potrzebujących byłby znacząco mniejszy, który to wydatek włączyłoby się do procentu minimalnego, chyba że oczywiście społeczeństwo nie chciałoby finansowania tego z publicznych pieniędzy (mamy demokrację), ale przy spełnieniu się takiej 12-miesięcznej akcji aprobaty raczej należałoby się spodziewać (przyczepiłem się właśnie do pomp insulinowych, ponieważ ponoć mogą niektórym znacznie ułatwić życie); wydatki potrzebne, na które mało kto chciałby łożyć ujęte byłyby w procencie minimalnym, tak jak na nie płacimy teraz, tak i płacilibyśmy przy opisywanym sposobie rozliczania, tu nic się nie zmienia; podatek rentowy, składka dla mnie to też jedno i to samo, ale dlatego, że i to idzie do publicznej administracji, jak np. podatek dochodowy i z niej jest wydatkowany czy rozparcelowywany; liczba lewych rencistów jest sprawą odrębną; pytanie czy powinniśmy dostosowywać uregulowania do złego stanu rzeczy, czy też regulować względnie poprawnie i do poprawnego stanu rzeczy, a starać się działać w doprowadzeniu stanu rzeczy do poprawności 3. nad nierównym wydatkowaniem w ciągu roku się szczerze mówiąc nie zastanawiałem, ale na gorąco mogę zaproponować albo nierówny procent minimalny w poszczególnych miesiącach, albo, co wydaje mi się lepszym rozwiązaniem, procent minimalny na w miarę równym poziomie, a tylko deficyt w jednych miesiącach, a nadwyżkę w innych (ale jedna wątpliwość przecież i teraz nie jest tak, że raz w roku wpływają pieniądze na konto Skarbu Państwa i z tego bierzemy i wydajemy, składki odprowadzane są regularnie ten pomysł, to nie zatem zmiana momentów zadłużania, wydatkowania czy wpływów, ale zobrazowanie kiedy i jak to się dzieje), czyli bieżące przychody z podatków nie pokrywałyby się idealnie z bieżącymi wydatkami; nie myślałem o tym, to bardzo słuszna uwaga, czyli nie 2,5 mld deficytu miesięcznie (na początku w założeniu), a różnie w różnych miesiącach, chyba problem rozwiązany (pobieżnie analizując), a z nadwyżką się jak najbardziej zgadzam (przynajmniej do czasu spłacenia długu publicznego, a potem może być na 0, choć lepiej byłoby też oszczędzać) 4. zmniejszenie podatków pośrednich miałoby pociągnąć skutek potanienia towarów (oczywiście proces ten byłby wolniejszy od tego w drugą stronę); mamy coraz bardziej świadome społeczeństwo (szczególnie po licznych ekscesach semantycznych na tematy ekonomiczne poprzednich władz) i dosyć szybko się uczymy, dosyć łatwo jest dotrzeć z różnymi informacjami do każdego, tutaj śmiało można by wykorzystać, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, kilka znaczących autorytetów naszego kraju; wszystko sprowadza się w moim mniemaniu do stwierdzenia, że nieważne którą drogą, chodzi o te same pieniądze, i tak tyle wydamy i tak oczywiście muszę tu nadmienić, że od wysokości i przedmiotu podatku pośredniego zależy to, kto będzie bardziej obciążony, i w zależności od tego czy to będzie podatek pośredni, czy bezpośredni jedni będą bardziej obciążeni, a drudzy mniej nie chcę likwidować podatków pośrednich w stosunku do części towarów, oczywistym jest dla mnie podatek od alkoholu, papierosów i kilku innych rzeczy, ale z drugiej strony jawią mi się takie towary jak żywność, artykuły dziecięce kwestia przerzucenia ciężaru z podatku pośredniego na bezpośredni, to tak samo dyskusyjna kwestia, w tych samych kategoriach myślowych, co decydowanie o wysokości stawki VAT (czy 22 %, czy 7 %, czy 0 %) i akcyzy; sprowadzając to do przykładu, pewnie zbyt wyjaskrawiającego, możemy zapytać biedniejszego czy chce płacić np. 10 gr więcej podatku w zamian za to, że chleb będzie 20 gr tańszy (możemy się spodziewać odpowiedzi, że tak), ale jednocześnie zadajemy pytanie bogatszemu czy chce płacić 1 zł więcej podatku za to, że chleb będzie tańszy o 20 gr (tu odpowiedź będzie oczywiście przecząca), ze względu właśnie na te odpowiedzi wolałbym ażeby nie decydowała o decyzjach poddanych ocenie podatników wielkość kapitału, a liczba podatników; w tym wypadku przenosimy ciężar z biedniejszych na bogatszych, tak mi się wydaje; pytanie do społeczeństwa którymi drogami powinny wędrować pieniądze od ludzi do państwa, które będą najsprawiedliwsze? Kłania się tu względność tego pojęcia 5. polityka rządzi się wiadomo jakimi prawami, jak więc zrobić by było możliwie najlepiej? Starać się o to, żeby społeczeństwo wiedziało możliwie najwięcej, było jak najbardziej świadome jak największej ilości rzeczy, a to jest względnie najtrudniejsze i względnie najłatwiejsze J bardzo proszę o odniesienie się do poszczególnych kwestii i o kolejne komentarze pozdrawiam marek garncarek, Poniedzialek, 12 maj 2008, godz. 17:32:57 |
| Panie Marku, kwestia która mi się narzuca na myśl: czy potrafi Pan wskazać Pan kraj, w którym zastosowano podobny system i sprawdził się on? Być może nie jest to postępowa metoda, ale w takich ważnych kwestiach jak np. reforma systemu podatkowego nie można eksperymentować. Tutaj wprowadzając zmiany musimy być prawie w 100% pewni co do możliwych efektów zmian systemowych, dlatego rozwiązań dobrze jest szukać wśród tych już istniejących, analizując okoliczności działania systemów i efekty jakie przyniosły reformy w danym kraju, dostosowując ewentualnie działające systemy do potrzeb konkretnej gospodarki. Przedstawiając swoje założenia, przyjął Pan, że np. większość ludzi w Polsce ma dostęp do internetu, podczas gdy duża grupa Polaków nie potrafi korzystać z komputera. Podstawowy problem jaki widzę w Pana propozycjach jest taki, że po zsumowaniu wszystkich podatków jakie płacimy może okazać się że mało kto spodziewał się, że aż tyle oddajemy państwu. Jest to być może trochę nieuczciwe, ale poczucie że więcej z zarobionych przez nas pieniędzy pozostaje w naszych kieszeniach motywuje do zwiększania zarobków co wpływa pozytywnie na rozwój gospodarki. Złączenie wszystkich podatków pośrednich i bezpośrednich pod nazwą jednego podatku bezpośredniego mogłoby zniechęcić ludzi do pomnażania swojego kapitału. Gdyby musiał Pan co miesiąc 70% zarobionych pieniędzy oddać państwu to nawet jeśli produkty potaniałyby, wywołałoby to wyżej wymieniony efekt. Oczywiście liczba 70 użyta została przeze mnie jako przykład, nie wynika ona z żadnych analiz. Poza tym, ceny produktów dostosowywałyby się przez długi czas i najprawdopodobniej część korzyści związanych ze zniesieniem opodatkowania pośredniego nigdy nie przyczyniłaby się do obniżenia ceny produktu. Możliwy byłby również taki scenariusz: pierwotnie podatki płacilibyśmy na takim poziomie jak obecnie, a dodatkowo ceny produktów pozostawałyby na niezmienionych poziomach (potrzebny czas na dostosowanie). To wywołałoby realny spadek dochodów, wielu ludzi nie stać by było na zakupy. Mogłyby pojawić się masowe protesty, przejściowy spadek konsumpcji który mógłby negatywnie odbić sie na gospodarce, presja na wzrost płac, która mogłaby doprowadzić do znaczącego wzrostu kosztów producentów. Wprowadzenie takiego systemu spowodowałoby ogromną destabilizację w całej gospodarce, a ta z kolei zniechęciłaby wielu zagranicznych inwestorów do inwestowania w naszym kraju - inwestorzy preferują raczej stabilną sytuację. Oczywiście nie kwestionuję tego, że obecnie opodatkowanie w Polsce jest bardzo duże i należy dążyć do szukania oszczędności w budżecie oraz do obniżania opodatkowania. Poza wyżej poruszonymi tematami pozostaje jeszcze kwestia, która dyskwalifikuje Pańską propozycję: jak zaplanować wydatki, skoro nie wiadomo ile funduszy będzie można przeznaczyć na dany cel? Tym akcentem zakończę moją wypowiedź, czekam niecierpliwie na Pańską odpowiedź. Szymon Pinderak, Czwartek, 15 maj 2008, godz. 20:36:54 |
| Nie wiem też jak to funkcjonuje w innych państwach, tzn. czy jest już coś w tym stylu gdziekolwiek indziej albo też, czy historia dostarcza odpowiednich przykładów, tzn. co mówi w tej kwestii doświadczenie Nie potrafię więc wskazać takiego kraju, ale chyba zaskoczę tutaj Pana, bo niezmiernie mnie ten fakt cieszy. Dlaczego? Wynika to z naturalnej chyba cechy ludzkiej, jaką jest kwestia oryginalności, chęć wyróżnienia się sobą. To jest też moja cecha, ale zawiera się w tym coś bardzo ważnego oryginalność myśli Fakt nieistnienia takiego systemu jest dla mnie argumentem żadnym, a nikt jeszcze nie dał mi merytorycznie dla mnie przekonującej podstawy do tego abym pomyślał, że ta koncepcja jest bez sensu, a na to czekam tak właściwie, bo mógłbym być wtedy spokojniejszy Nie ukrywam jednak, że wolałbym alternatywę postaci systemu wprowadzenia w życie (co do jego funkcjonowania, to musiałaby temu towarzyszyć oczywiście jego sprawność) Nie chcę zabrzmieć zbyt mocno. Żaden, bo czy twórcy np. Internetu mieli jakieś podstawy aby od razu ujrzeć powstałe skutki? I wymieniać tak można wiele rzeczy, które dziś na świecie istnieją i doskonale wręcz funkcjonują Eksperyment w tym wypadku to dla mnie zdecydowanie za mocne określenie, nie mogę się zgodzić z takim nazewnictwem, chociaż usprawiedliwione jest dla wielu bez wątpienia nasuwanie się takiego słowa Prawie 100 % pewności, to dla mnie też zbyt wielka liczba Dla mnie, człowieka który widzi w tym zamyśle tak wielkie możliwości, musiałyby się pojawić konkretne argumenty przeciw systemowi abym mógł zgodzić się na jego niewypróbowanie A jeśli system ów poniósłby za sobą skutki nad wyraz pozytywne, które ja zakładam, to jakie miałoby to znaczenie dla świata? Działa tu przede wszystkim moja wyobraźnia, podparta na skromnej wiedzy merytorycznej to fakt, ale ja uważam siebie za idealistycznego realistę (a nie idealistę) Kwestia rozliczania się przez Internet nie jest kwestią zamkniętą, druki mogłyby leżeć do wzięcia np. na poczcie czy w administracji, a pieniądze można by wpłacać np. również przez pocztę albo pozostawić ten obowiązek przy pracodawcy, żaden problem mało kto spodziewał się, że aż tyle oddajemy państwu wydaje mi się, że jest to argument za moim pomysłem brak świadomości, warto byłoby chyba wyliczyć na kilku przykładach ile pracodawca oddaje pieniędzy aby dany pracownik mógł pracować (ile dla pracownika, a ile dla państwa), podając jednocześnie ile pracownik z tego co otrzyma oddaj państwu, czyli pokazać ile na rękę, a ile do państwa (w pełnej kwocie); nie wydaje mi się aby dobrym było stwierdzenie niech ciemny lud myśli, że jest tak miło i przyjemnie, że tylko tyle, a prawda niech będzie tylko w naszych głowach (przepraszam, ale troszkę to tak odbieram) mało kto spodziewał się i że aż tyle to brzmi dla mnie wręcz strasznie, bo żyjemy wg tego stwierdzenia w jednej wielkiej obłudzie, oszukując swoje umysły nawzajem ciesząc się z tego na dodatek (fakt, że w tym coś jest nie przeczę) ale łatwiejsza byłaby kontrola przychodów przede wszystkim i wydatków chyba też, jeśli sprawa byłaby jasna wolałbym aby było tak, że ja otrzymuję wynagrodzenie, a pracodawca płaci z tego tytułu pewną kwotę państwu i żeby ta kwota była jednolicie nazwana, a nie pod postacią wielu składek i podatków, bo to wymusza więcej druczków, buchalterii i co za tym idzie większe koszty wolałbym aby z tych jednolicie przybyłych od pracodawcy pieniędzy rozparcelowano odpowiednie kwoty na różne potrzeby, a nie żeby słyszeć, że tu pieniędzy brakuje i trzeba dopłacać stąd, uzupełniając to wprowadzeniem nowej składki i podwyższając tę, a wydzielając jeszcze pewną kwotę stamtąd i wszystko będzie cacy wolę aby wprost powiedzieć potrzeba więcej pieniędzy, wobec czego płacimy wyższe podatki, bo inaczej się nie da do dyskusji pozostaje czy to mają być podatki bezpośrednie (od zarabiających) czy pośrednie (np. od palaczy) Po prostu nie mam ochoty dowiadywać się nagle, że PIT nie wynosi wcale 19 %, a de facto 20,25 %, bo składka do NFZ wynosi nie 7,75 % a 9% i skądś trzeba wziąć, czyli z czystej płacy Dla mnie to bez sensu Wysoki stopień skomplikowania jest antymotywatorem, szczególnie dla podmiotów zagranicznych (zakładając kwotowo ten sam pułap wolę dzielić wydatki na jedną kwestię pracownik na litery a i b czy może na od a do z?) złączenie wszystkich podatków pośrednich i bezpośrednich pod nazwą jednego podatku bezpośredniego tego oczywiście nie chcę oczywistą sprawą jest dla mnie wysoki % na papierosy czy alkohol, ale równie oczywistą sprawą jest dla mnie zerowy % na artykuły dziecięce czy paliwo (w tym pierwszym przypadku chodzi o szeroko pojmowaną kwestię młodzieży, dzieci jako przyszłości narodu, a w tym drugim oczywisty wpływ ceny paliwa na cenę wszystkich towarów chodzi tu o to, że wolałbym aby te środki szły jednak drogą podatku bezpośredniego) Zacznijmy dyskutować nad drogami, którymi przepływają pieniądze sprzecznością jest dla mnie np. rodzinne, zwrot podatku za dziecko, przy jednoczesnych 22 % na pieluchy (słyszałem kiedyś, że to UE wymusiła na nas, ale potem, że to nie było obligatoryjne rozwiązanie, sam więc nie wiem do końca co o tym myśleć, ale UE to odrębna sprawa, a i tu przecież jest pole do popisu) (a może UE pomogłaby nam przy sprawdzaniu tego pomysłu?) Czy 70 % miałoby być czymś myślowo niedopuszczalnym? Czyli, jak rozumiem, gdybym teraz obliczył i zwołał konferencję prasową, i media pokazałyby wszystkim moją wypowiedź na temat taki, że faktycznie to jest teraz tyle a tyle, to czy połowa pracujących wyszłaby nagle na ulice skandując przeciwko władzy, że aż tyle oddajemy? Przecież oczywistą sprawą jest, że towarzyszyć temu wszystkiemu musiałaby jak największa świadomość ludzi, a tym mniej rozumnym powiedziałoby się najzwyczajniej, że jest tak jak było, tyle ile było, tylko w lepszej formie, tylko że wszyscy teraz widzimy dokładnie ile, a nawet jest mniej, bo mniej dzięki temu na administrację musimy łożyć Ceny produktów przenosząc ciężar z podatku pośredniego na bezpośredni nie trzeba tego czynić od razu ze wszystkich produktów, z których chcielibyśmy (uznając demokratycznie, że tak będzie względnie najsprawiedliwiej) go przenieść, można rozłożyć to oczywiście na lata, zaczynając od tych, które uzyskały w tej kwestii największą aprobatę wielu ludzi nie stać by było na zakupy udział procentowy w wydatkach na żywność jest dużo większy u ludzi mniej zamożnych, jeśli przenieślibyśmy ciężar z przedsiębiorców (konkurencja prędzej czy później wymusiłaby obniżki, a 22 % to bardzo dużo, niemożliwym w niektórych przypadkach byłby fakt pozostawania cen na niezmienionym poziomie), czyli konsumentów na płacących podatki, to mniej zamożni oddając procentowo tyle samo, co ci bardziej zamożni, odczuliby w stopniu znacznie mniejszym ciężar kwotowy, a byliby jednocześnie w dużo bardziej uprzywilejowanej pozycji jak chodzi o wydatki na przytoczoną w tym wypadku żywność, nie mówiąc już o niepracujących masowe protesty, przejściowy spadek konsumpcji, presja na wzrost płac, destabilizacja w całej gospodarce nie widzę podstaw do takich skutków (dlatego oczywiście, że nie zgadzam się z przytoczonymi przez Pana argumentami) nie wiadomo ile funduszy będzie można przeznaczyć na dany cel procent minimalny ustala władza i takie też planuje wydatki Albo ja nie zrozumiałem tej wątpliwości, albo też nie dość precyzyjnie wyraziłem się przy opisie, tu dla mnie sprawa jest oczywista, dziś przecież też wiemy mniej więcej jakich wpływów należy oczekiwać z danego źródła Pozdrawiam i czekam zarazem marek garncarek, Niedziela, 18 maj 2008, godz. 23:28:27 |
Zaloguj się | Zarejestruj się | Przypomnij hasło
Forum ›› Kategoria: ›› gospodarka ›› Temat: system podatkowy





























